piątek, 21 lipca 2017

Rozdział drugi

A: Zanim weźmiecie się za czytanie, chciałabym jeszcze raz bardzo przeprosić za trzyletnią(!) przerwę. Nie mam słów. Po prostu mi wstyd. Wiele razy, gdzieś tam, wędrowały mi cały czas myśli o blogu. O opowiadaniu i o tym, co chciałabym w nim umieścić. Ale sama myśl o pisaniu zniechęcała mnie. Teraz jednak, staram się zmotywować do granic możliwości i mam nadzieje, że pozostanie ona ze mną na długo.
Wybaczcie mi proszę również, jeżeli odczujecie w połowie tekstu jakąś zmianę. Pierwsze strony pisałam trzy lata temu, końcówkę - dzisiaj. Dlatego styl, układane myśli mogą się różnić. Zdaję sobie sprawę, że zdecydowanie jestem w tyle. Nie chciałam pisać tego od nowa, bo myślę, że początek jest nawet lepszy, niż mogłabym go napisać aktualnie.
Okej! Nie zanudzam. Zapraszam do wyczekiwanego, dalszego ciągu. Mogę jedynie powiedzieć, że następny rozdział postaram się opublikować za niedługo. c:

            Czułam zimno, a to, co temu towarzyszyło doświadczyłam pierwszy raz w życiu. Biegłam najszybciej jak potrafiłam, pomimo że nogi drżały mi od wysiłku. Serce, niczym gong w świątyni, dudniło w mojej piersi. Mój oddech był nierówny, a powietrze urywanymi salwami dostawało się do moich płuc. Burza rozpętała się nad moją głową, a ja nie byłam w stanie nawet określić kiedy. Widziałam tylko czerń, a krople wody wpadały do moich oczu. Biegłam w kierunku domu, lecz kto wie, czy obrałam dobrą drogę? Potykałam się o moje nogi, a rękę przycisnęłam do piersi, zaciskając w dłoni materiał czarnej bluzki. Czułam, że się duszę, a z mojej krtani wydobył się cichy jęk. Trochę siły kobieto! Wykrzyczałam do siebie w myślach i stanęłam gwałtownie, próbując wziąć większy oddech. Przetarłam drżącą ręką oczy i parę razy zamrugałam powiekami. Widziałam nieco lepiej, ale na dłoni zostały czarne smugi od tuszu. Podchodziłam do drzewa niedaleko mnie, ale w połowie drogi upadłam. Co się ze mną działo? Dlaczego byłam tak  irytująco słaba? Gdzie się podziała ta cała odwaga i siła we mnie?
Poderwałam gwałtownie głowę, gdy do moich uszu dotarło trąbienie. Spojrzałam przed siebie, a przed moimi oczami nagle świat pojaśniał. Byłam w stanie tylko dostrzec ledwo widoczne zarysy drzew, oraz lekko ruchliwą ulice naprzeciwko. Objęłam się ramionami i zamknęłam oczy. Moje palce całkowicie przemarzły i czułam się, jakbym zamiast nich miała kawałki lodu.

            Czułam ciepło, rozchodzące się po całym moim ciele. Oh, jak przyjemnie. Objęłam mocniej kubek z gorącą herbatą i oparłam się o ścianę. Siedziałam we własnym pokoju i czułam się, jakby ktoś nareszcie zabrał z moich barków i serca jakąś cząstkę niewypowiedzianego ciężaru. Westchnęłam ciężko i wypiłam malutki łyczek z mojego ulubionego kubka z kłapouchym, który bardzo dawno temu tutaj zostawiłam. We własnym umyśle miałam… nic. Pustkę, jakby zdarzenie z dzisiaj nie miało miejsca. Wróciłam do domu, zrobiłam to co zawsze – rozebrałam się z wierzchniego ubrania, rozpakowałam się, przywitałam się z pustymi ścianami domu i usiadłam nie robiąc nic. Nie czuję żadnego strachu, ani żadnych innych, negatywnych uczuć. Tylko zaciekawienie. Cóż to było? Co sprawiło, że uciekłam? Widzieć – widziałam. W pierwszym odruchu wyglądało jak zwykły odłamek plastiku, w dotyku przypomniało skórę, a przede wszystkim ruszyło się. Złapało mnie w solidny uścisk i wydawałoby się, jakby chciało się wydostać spod ziemi. Byłam na cmentarzu, a pierwsza myśl jaka mnie naszła, przypomniała niczym z jakiegoś taniego horroru - Zombie. Zaśmiałam się lekko pod nosem, lecz brzmiało to raczej jak ironiczne chrzęszczenie. Większej głupoty nie mogłam wymyślić, lecz jakie było na to wytłumaczenie? Istoty nadnaturalne nie istniały w naszym świecie i nigdy nie będą. Przy najbliższej okazji wrócę tam. I wiedziałam, że to zrobię.
            - Sakura! – po domu rozległo się echo trzaśnięcia drzwiami, a zaraz po tym bardzo stłumiony głos Deidary. – Jesteś już?
           - Jestem! Co jest? – Odpowiedziałam mu i podniosłam się z łóżka. Zrzucając mozolnie koc z nóg, podeszłam do drzwi i wyszłam, podchodząc do klatki schodowej.
            - Sakura! – Ponownie wykrzyknął moje imię.
            - No co jest? – Oparłam się o białą balustradę i spojrzałam w dół, gdzie zaraz pojawił się blondyn. – Ty nie na uczelni? – Zapytałam, przypominając sobie, że o czternastej zaczynały się jego wykłady.
            - Nie, bo idiota Hidan bez mojej wiedzy wpadł tutaj i zabrał mój samochód do przeglądu. Pominąć fakt, że sam powinien być na tych zajęciach. – Westchnął ciężko poprawiając grzywkę, która naszła mu na oczy. Spojrzał ponownie do góry na mnie i uśmiechnął się łobuzersko. – Dlatego zbieraj się mała i zabieram Cię gdzieś. – Podniosłam brew do góry, czego oczywiście nie mógł zbyt dobrze dostrzec, lecz zrobiłam pobłażającą minę, którą już musiał zauważyć. - O co chodzi?
            - Jak zamierzasz mnie gdziekolwiek zabrać, jak nie masz samochodu?
            - Nie pyskuj tylko zbieraj się. Czekam na dworze. – Rzucił mi tylko spojrzenie, mając dalej na tej swojej buźce cwaniacki uśmiech i wyszedł z domu. Pokręciłam głową i zawiesiłam ją na ramionach. Z jednej strony nie miałam żadnej ochoty nigdzie wychodzić, ale z drugiej jest to lepsze niż bezsensowne siedzenie w pokoju samemu.
          Z domu wyszłam dziesięć minut później ubrana, jak człowiek i zamknęłam drzwi. Odwracając się w stronę furtki, dostrzegłam za nią Deidarę i czarnowłosego mężczyznę, opierającego się o granatowy samochód. Był nieco wyższy od blondyna, ubrany w skórzaną kurtkę, ciemne dżinsy i biały zwykły t-shirt pod spodem. To, co rzuciło mi się w oczy to jego długie włosy związane luźno w kitkę i zarzucone na ramię. Gdy podchodziłam do nich przerwali rozmowę, a spojrzenie czarnych oczu przeszyło mnie z obojętnością. Znałam ten wzrok bardzo dobrze. I wiedziałam dokładnie, jak na niego zareagować. Odwzajemniając się tym samym, z neutralną miną stanęłam koło Deidary.
             - Masz znajomego Deidara i jak widzę, on ma samochód, to czemu nie podwiezie Cię na tę uczelnie? – Rzuciłam lekko w jego stronę, ale swój wzrok miałam utkwiony w nieznajomym. Miałam wrażenie, jakbym kiedyś już go spotkała, bądź widziała gdzieś na ulicy.
            - Och, nie bądź już taką prymuską młoda. – Odpowiedział i poczułam, jak jego dłoń czochra mi włosy. W odpowiedzi zdzieliłam go w tył głowy. Zaraz potem chwycił się tam, gdzie go uderzyłam, jęcząc.
            - Refleks Ci się pogorszył blondyneczko. – Tylko usłyszałam pierwsze słowo, a mocny dreszcz przeszył moją skórę. – Chyba będziesz musiał uważać.
            - A siedź cicho. – Odburknął do niego. Spojrzałam tylko na blondyna i wyciągnęłam rękę do nieznajomego.
            - Haruno Sakura – Na ten moment spojrzał w moje oczy, a ich wyraz się nie zmienił, ani na chwilę.
            - Uchiha Itachi. – Usłyszałam nazwisko, a coś nieprzyjemnego przeszło po mich barkach. Bardzo dobrze je znałam, a nie wszystkie wspomnienia z nim związane są dla mnie dobre. Uchiha. Dlatego wydawało mi się, że go znam. Ma bardzo podobnego brata do siebie, którego miałam okazje bardzo dobrze poznać.
            - Mogłam się domyślić, patrząc na Ciebie. Jesteście z Sasuke bardzo podobni do siebie. - Gdy tylko to powiedziałam, coś w jego wzroku się zmieniło, a jego wargi minimalnie ułożyły się do uśmiechu. Miałam wrażenie, jakby napięcie, które się wytworzyło między nami, lekko zelżało.
            - Mały skurczybyk może i jest podobny z wyglądu, ale to jedyne podobieństwa. Mała. – Stanął na nogi i otworzył drzwi kierowcy. – Chodźcie wsiadamy bo nie ma co tutaj stać.
            - Masz rację, reszta się zniecierpliwi zaraz. – Odpowiedział mu Deidara i lekko mnie szturchając, obszedł samochód z nieokreślonym uśmiechem. Rzuciłam w jego stronę ostre spojrzenie, lecz też się uśmiechnęłam i wsiadłam zaraz za nimi.


Jechaliśmy już od paru minut. Siedziałam w ciszy i oglądałam przelatujący mi przed oczami świat. Deiadara wraz z Itachim rozmawiali o czymś zawzięcie, natomiast ja jakoś nie miałam ochoty dołączać się do dyskusji. Zwłaszcza, gdy nie wiedziałam czego konkretnie dotyczyła rozmowa. Patrzyłam jak pokonujemy kolejne odległości, a w mojej głowie panowała pustka. Chciałam skupić się na tym, co widziałam.. a raczej nad tym, co uważałam, że widziałam. Mogłam jednak sama sobie zaprzeczać, gdy dobitnie miałam przed oczami to, co miałam? Tak działa właśnie ludzka psychika - szukamy najbardziej racjonalnych rozwiązań na absurdalne zdarzenia, które się nam przytrafiają. Nie mogę jednak popadać w tę szablonową sytuację. Wiem co to było i nic temu nie zaprzeczy. Skąd jednak znalazłam tam.. ten fragment ręki? Te palce? Coś takiego nie napotyka się na co dzień. Dodatkowo ruszającego się chwile wcześniej! Ano właśnie. Wyraźnie czułam ruch, gdy tylko chwyciłam je w dłoń. Ponownie muszę się zastanowić, czy rzeczywiście to czułam, czy to moja wyobraźnia zadziałała na tę patową sytuację. Dopuszczalnym jest, że wyobraziłam to sobie - w większym stopniu mogę to przyjąć do siebie. Powinnam tam wrócić dla upewnienia się, dla uspokojenia...
- Sakura? - usłyszałam głos Deidary. Wyrwana z kontekstu poderwałam śmiesznie głowę i kiwnęłam w jego stronę. Zaraz potem zobaczyłam jego rozbawiony uśmiech i dostrzegłam wzrok Itachiego w lusterku. - Coś Ty taka nieobecna? Od paru minut nadajemy gdzie jedziemy, a Ciebie ani widu, ani słychu.
- Zamyśliłam się.
- Hm, to już dostrzegliśmy, mała. - Chłopak puścił do mnie oczko.
- Co wy macie z tą "małą"? - Zapytałam zmieniając temat. Dodatkowo chciałam zapytać o to o wiele wcześniej, ale jakoś nie miałam okazji. - Wbrew pozorom nie jestem aż taka mała.
- Ale może bezbronna? Określenie "mała", to nie tylko zwrot na czyjś wzrost. - Dalej się ze mną drażnił. Czarnowłosy jedynie przysłuchiwał się nam, lecz nie na długo.
- Takuji mówił na Ciebie w ten sposób, gdy z nami rozmawiał. - Byłam zaskoczona. Bardzo, bo od dawna nikt przy mnie nie wymawiał tego imienia. Nie bałam się go, nie lękałam się o nim mówić, ale to bolało. Bolało tak bardzo, że miałam wrażenie, że za każdym razem dziura w moim sercu się powiększa.  Uśmiechnęłam się do niego smutno.
- Skurczybyk mówił o mnie? - Itachi podtrzymał mój wzrok na ułamek sekundy w lusterku. Musiał jednak ponownie go zwrócić na drogę. W tej jednej chwili wyobraziłam sobie Takujiego rozmawiającego z nimi swobodnie. Musieli na pewno wiele razem przejść, dlatego dziwię się, że nigdy ich nie spotkałam, ani o nich nie słyszałam. Był bardzo skryty, nawet jak przeprowadziliśmy ze sobą wiele rozmów. Zawsze odgradzał mnie od niektórych rzeczy - powodem było na pewno to, że chciał mnie chronić. Stereotyp goni stereotyp, ale kto powiedział, że nie są one sprawdzone? Wiedział więcej ode mnie, ale też nienawidziłam tego, że traktuje mnie, jak nieporadne dzieciątko. Zawsze powtarzał mi, że jestem słaba, a chronił. To jest paradoks, prawda? Ale tak działa miłość. Wiele rodzajów miłości.
- Zawsze gdy Maia wspomniała o Tobie słowem. - Kiwnął mi potwierdzająco przy wypowiadaniu tych słów. - Trzeba przyznać, że był trudną osobą. - Przeniósł obydwie ręce na czubek kierownicy, czując się bardzo swobodnie. - Szanował i cenił jedynie tych, których uznał za wartościowych. Nie można jednak mu zarzucić, że był nielojalny. - Uśmiechnął się, ledwie zauważalnie pod nosem. Dostrzegłam w tym momencie coś w nim niepokojącego - być może spowodował to mały odruch, bądź coś niezdefiniowanego w jego oczach - mam wrażenie, jakby wiedział o wiele więcej niż mówił, jakby nawiązywał tą rozmową do czegoś głębszego. Zachowywał się, jakby chciał wybadać moją wiedzę na jego temat. Powodowało to, że czułam się przygnębiona. Takuji był dla mnie drogocenny - moja relacja z nim i on, jako człowiek. Wiedziałam o nim jednak o wiele mniej, niż bym tego chciała.
- Uważam, że nie wolno bać się rozmawiać o zmarłych. - Kontynuował rozmowę. - Oni czuwają nad nami, są i pilnują nas. Powinniśmy ich zapamiętać takich, jacy byli i nie kreować sztucznej atmosfery wobec wspomnień o nich, jeśli wiesz co mam na myśli.
- Rozumiem. Nie można jednak zapominać, że w nas wciąż są uczucia i niekiedy ciężko jest prowadzić taką swobodną rozmowę. Nawet, jeśli wydarzyło się to dawno temu.
- Uważasz, że Takuji by pochwalał taką postawę w Tobie? - Rzucił wyzywająco w moją stronę i dostrzegłam, jego wzrok. Zdecydowanie był inny, zimny tak samo, jak Jego gdy się zawiódł. Zacisnęłam usta i odwzajemniłam się takim samym spojrzeniem. Chcesz mnie sprawdzić kochany? Nie ma najmniejszego problemu. Za bardzo się zahartowałam, by móc Ci ulec.
- A jaką postawę we mnie widzisz? Że się kajam na wspomnienie go i chowam do kąta? Nie będę ukrywać, że cholernie mnie boli jego strata. - Powiedziałam dobitnym głosem, natomiast równocześnie czułam, jak moje serce bije mocniej, ciężej. Sprowokował mnie - on jak i ja bardzo dobrze o tym wiedzieliśmy - jednak ja nie zamierzałam mu dać tego, czego oczekiwał. - Nie, nie byłby zadowolony, a wręcz dobiłby mnie, bym się podniosła silniejsza. - Gdy wypowiedziałam te słowa, jego wyraz twarzy się zmienił na usatysfakcjonowany. Otworzyłam ciut szerzej oczy zaskoczona, gdy dotarło do mnie co powiedziałam w przypływie złości. Dałam się z premedytacją, podwójnie podejść. Drań! Nienawidzę tego. Nie zamierzał ode mnie otrzymać informacji, o których myślałam. Chciał po prostu mi pomóc i to w nie-byle-jaki sposób.
- Ty, kurczę..! - Zaśmiałam się w jego stronę, czując się zmieszana wewnątrz. Byłam zdenerwowana, a w następnej sekundzie poczułam ulgę i się śmieję. Tak, jak fala tsunami, która po pewnym czasie gwałtownie obija się od przeszkody i spokojnie rozlewa się na boki. - Manipulator. - Dodałam jedynie na koniec, a on tylko rzucił mi  rozbawione spojrzenie.
- A powiedz tylko, że nie zadziałało.
- Co się właśnie..? - Zapytał skonsternowany Deidara. Przy całej tej sytuacji zapomniałam o jego obecności. Odwrócił się do mnie z głupim wyrazem twarzy.
- Deidara, Ty tak na serio? - Zapytałam go zrezygnowana, przykładając dłoń do policzka. Załamałam się jego reakcją na całą sytuację.
- Ej, ej. - Zaczął się jąkać.
- Nie przejmuj się nim. - Zwrócił się do mnie czarnowłosy. - Niestety nasza blondynka czasem jest zbyt niepojętna. - To stwierdzenie skończyło się jedynie prychnięciem blondyna, po czym on sam zaczął wypowiadać na temat Itachiego wiele innych epitetów. Najbardziej spodobało mi się złożenie dwóch: przebiegła łasica.

Do celu naszej podróży dotarliśmy po dziesięciu minutach. Od dłuższego czasu jechaliśmy drogą, wzdłuż której po obu stronach rozciągały się ściany lasu. Nadawało to temu troszkę przerażający klimat, ale to, co znajdowało się na końcu niej było ostatnim, co można było się spodziewać. W takim miejscu mieścił się klub. I to nie byle jaki, jak się dowiedziałam, a jeden z najpopularniejszych w Konoha - "Akatsuki". Oczywiście wstęp do niego był możliwy jedynie dla osób, które miały więcej niż dwadzieścia lat. Dlaczego? Cóż, tak niebezpieczny teren w nocy, tłumaczy całość sytuacji. Choć skrycie podejrzewałam, że jest to uwarunkowane paroma innymi rzeczami. Ludzie pomimo takiej okolicy bardzo chętnie przybywali tutaj. Może miedzy innymi ze względu właśnie na to. Kto nie chciałby poczuć tego dreszczyku emocji?
Itachi z Deidarą zostawili mnie przy barze, a sami udali się za drzwi, które były za ladą. Cały lokal był na razie opustoszały. W końcu do otwarcia było jeszcze parę godzin. Ściany były pomalowane na czarno, a na nich były ogromne okiennice, wysokością zajmując prawie całą jej długość. Między nimi były czerwone, podłużne lampy. Dawały aktualnie nikły poblask kolorowego światła – w końcu jeszcze był dzień. Oparłam się łokciami oraz samymi plecami o blat, będąc zwróconą twarzą do sali. Wysokie stołki barowe rozciągały się po mojej lewej i prawej stronie. Przed sobą widziałam pełno czerwonych, bordowych i czarnych kanap, ułożonych niedaleko siebie. Tworzyły na kształt małych skupisk obok siebie nawzajem, a na samym środku pomieszczenia znajdował się ogromny parkiet. Nad nim natomiast, na suficie podwieszone były liczne lampy. Z pewnością niejednego, otumanionego alkoholem imprezowicza już zawirowały. Zostałam tutaj jedynie z informacją, że zaraz przyjdą i pomogę im w czymś. Cokolwiek miało to być. Miałam chwilę dla siebie, aby odetchnąć i pozbyć się uciążliwych myśli. Jednak cisza wywoływała w zupełności odwrotny efekt. Krążyły mi po głowie tylko obrazy popołudnia. Gadanina Deidary przydawała się, gdy człowiek się na niej choć w małym stopniu skupił. Muszę to niestety, bądź stety, przyznać. Usłyszałam dźwięk otwieranych, potężnych drzwi. A zaraz w łuku z holu wejściowego pojawiła się wysoka, barczysta postać. Znany wszystkim rudowłosy diabeł.
- A Ty co tu robisz Sakura? – Doszedł mnie głęboki głos mężczyzny. Marchewkowe włosy, kolczyki na twarzy i jak zawsze wredny grymas na ustach. Uśmiechnęłam się na jego widok i zeskoczyłam spokojnie ze stołka. Stanęłam solidnie na dwóch nogach i podparłam się pod boki.
- Witam szanownego Pana. – Skłoniłam się nisko, najniżej jak mogłam.
- Nie cyrkuj. – Warknął w moją stronę i podszedł zamykając mnie w mocnym uścisku. Odwzajemniłam go, przybierając na twarz cwaniacki wyraz. – Co tu robisz?
- Nie mam pojęcia. – Wzruszyłam ramionami. – Siedzę i czekam.
- Na co? – zapytał się, uważnie lustrując mnie. Miałam ochotę zgryźliwie mu odpowiedzieć, ale nie zdążyłam. – Zmieniłaś się. – Stwierdził po krótkiej chwili. Zastanowiłam się przez moment. Nie wiedziałam co dostrzegł we mnie, że pokusił się o te słowa. Sama nie czułam się inaczej. Dalej tak samo mówiłam, moje zachowanie pozostało takie samo, a co dopiero wygląd. Mimo wszystko było coś, co w jego oczach mówiło, że dostrzega co innego.
- Itachi z Deidarą zostawili mnie tutaj, w pocie czoła i mam wartę. Tylko nie mam pojęcia po co i na co.
- Ciołki znowu coś wymyśliły. – Westchnął ciężko i przeczesał dłońmi swoje włosy. – Skoro tutaj jesteś, to witaj w Akatsuki. – Przywitał mnie z uśmiechem w kąciku ust, a ja stałam się podejrzliwa. Coś mi tutaj nie pasowało, w tej jego uprzejmości. Zmrużyłam oczy i tknęłam go lekko w ramię, aby dowiedzieć się, czy aby na pewno jest prawdziwy. – Czego?
- Jesteś podejrzany. – Stwierdziłam, ponawiając gest. On jedynie ze zniecierpliwieniem odsunął się ode mnie. Nie zraziło mnie jego zachowanie i podeszłam bliżej chcąc ponowić gest. Chwycił mnie za dłoń i przytrzymał mocniej.
- Witam Cię w moim klubie, to jest dziwne? – I to właśnie ta rewelacja wprawiła mnie w konsternację. Powiedział słowo „moim”. Dostrzegł to i uśmiechnął się cwanie. – Oh, czyżbym nie wspomniał?
- To, że prowadzisz renomowany klub na całą Konohę i jej okolice? Nieeeee, chyba wspomniałeś raz czy dwa, ale to ja mam problemy ze słuchem. Nie przejmuj się. – Stwierdziłam z ironią i machnęłam wolną ręką, aby podkreślić te słowa. Chciał już coś odpowiedzieć ale przerwał mu śmiech. Śmiech chochlika. Spojrzałam nad bar, gdzie na piętrze, do którego prowadziły schody ze strefy tylko dla personelu, stała rudowłosa dziewczyna. Cała diabelska rodzinka w komplecie. Oczywiście ona była najmilsza z tego duo.
- Jak ja się stęskniłam za waszymi rozmowami. – Rzuciła wesoło schodząc ze stopni. Zaraz za nią dostrzegłam Deidarę i jakiegoś białowłosego mężczyznę. Będąc w połowie wyskoczyła za barierkę i podeszła do mnie, chwytając mnie w ramiona. Dzięki czemu uwolniłam się z silnego uścisku dłoni Peina.
- A ja się stęskniłam za Tobą Mai. – Stwierdziłam i mocniej przycisnęłam dziewczynę do siebie.
- U la la. – Usłyszałam zza  jej pleców i dostrzegłam uśmiech na twarzy nieznanego mi chłopaka. Wzrok jego natomiast był skierowany nieco niżej.. na nasze przyciśnięte do siebie piersi. W geście irytacji podniosłam brew i zrobiłam niezbyt przychylną minę. On widząc to jedynie utrzymał mój wzrok, dalej szczerząc się jak głupi.
- Napatrzyłeś się? – warknęłam niemiło, a mój wzrok przybrał lodowatą barwę. On jedynie podniósł ręce do góry w niewinnym geście.
- Zignoruj Hidana. U niego to normalne. – Stwierdziła Mai i odsunęła się ode mnie. Przytrzymałam na nim wzrok tylko na chwilę i przeniosłam go na Deidarę, który drapał się w tył głowy. Więc to był ten „wyszarzały pajac”, jak go określił potem blondyn w samochodzie. Nie mogłam się z nim nie zgodzić, w tym momencie. Zaraz potem powiodłam wzrokiem jeszcze raz po wszystkich i zadałam pytanie, które nurtowało mnie, gdzieś tam w zakątkach mojego umysłu.
- Po co tutaj właściwie jestem? Deidara? – Rzuciłam w przestrzeń, adresując słowa do blondwłosego chłopaka. On natomiast schował ręce w kieszenie i odpowiedział mi najnormalniej w świecie.
- Będziesz od dzisiaj z nami tutaj pracować.
- Co? – zrobiłam głupi wyraz twarzy, a pytane razem ze mną wypowiedział Pain. Ja jednak pozostałam przez chwile cicho, natomiast od razu słychać było głos rzekomego właściciela.
- Kto to ze mną ustalał w ogóle? – Parsknął zakładając ręce na klatce piersiowej. Nie powiem, jego reakcja troszkę mnie.. zasmuciła? Rozczarowała? Odrzuciła? Mimo, że nie wyraziłam zgody wolałabym, aby nie było takie sytuacji. Z jednej strony nie miałam w ogóle powodów, by myśleć w ten sposób. W końcu, z oczywistych przyczyn, miał prawo się oburzyć. Tak, jak ja.
- Dlaczego nikt nie zapytał się mnie o zdanie? – Zapytałam po krótkiej ciszy.
- Mała i tak wiemy, że się zgodzisz. Nie chcesz spędzić z nami więcej czasu? Oderwiesz się choć od tej nudnej szkoły. – Powiedział wesoło Deidara i poczochrał mnie po włosach. Uniosłam dłoń, ale zaraz szybko odsunął się z zasięgu mojej ręki. – Spokojnie, spokojnie! Ja tu tylko pokojowo! – Zaśmiał się nerwowo.
- I tak się nie zgadzam. – Rudowłosy przeszedł koło nas i zaczął kierować się w stronę schodów. Chciał tym dać jasno do zrozumienia, że nie ma tutaj już nic do dyskusji. Niestety, musiał się rozczarować.
- Uhohohoho! – Zagrzmiała rudowłosa dziewczyna. – Hola, hola kochanieńki. – Oparła rękę o biodro i spojrzała hardym wzrokiem na brata. – Odkąd dałeś mi część udziałów, ja również jestem właścicielem. Wiec nie podejmujesz sam decyzji. – Uśmiechnęła się szeroko. On natomiast stanął i odwrócił się w naszą stronę.
- To dlaczego Ty sama to robisz? – Uniósł kącik ust w zwycięskim uśmiechu.
- Jestem kobietą, proste.
- I feministką. – Mruknął w odpowiedzi.
- Co tam mruczysz braciszku? – Zacisnęła pięści, dając mu do zrozumienia, że usłyszała wszystko. – Mamy pogadać o ostatniej sytuacji? – Utrzymywała pozornie wesoły humor, ale pod powierzchnią można było wyczuć złowrogie fale. Nie powiem, troszkę zainteresowała mnie ta „ostatnia sytuacja”.
- Szantażystka..
- Oh, wiedziałam, że się zgodzisz bez żadnego słowa! Kocham Cię. – Zaszczebiotała i chwyciła mnie pod ramie.
- Porozmawiamy sobie później. – Rzucił tylko do niej z pogardą w oczach. Ona zignorowała go dosadnie i dalej pozostawała w radosnym nastroju.
- A ja już nie mam nic do powiedzenia? – Zapytałam zrezygnowana i dałam się pociągnąć w nieznane. Widziałam tylko wzrok mężczyzn, który odprowadził nas do drzwi.

Mai zabrała mnie do pomieszczenia „dla personelu”. Tak mówiła tabliczka na drzwiach, za którymi zniknęłyśmy. Tymi samymi, gdzie wcześniej wyszli Itachi i Deidara. Zastanowiło mnie, gdzie podział się Uchiha, bo przechodząc przez długi korytarz nie widziałam go nigdzie. Musiał wejść do któregoś z pomieszczeń, które mijałyśmy. Z zadumy wyrwał mnie głos dziewczyny.
- Wybacz, że w sumie wymusiłam na Tobie pracę tutaj. Ale zobaczysz, spodoba Ci się. To bardziej jak hobby, niż obowiązek. – Mrugnęła do mnie okiem. Odwzajemniłam jej się krótkim uśmiechem. W zasadzie nie czułam nic względem tego, że zostałam postawiona przed faktem dokonanym. Może to dlatego, że to do mnie nie docierało? Wróciłam dzisiaj i już zostałam wciągnięta w… prace? Na dodatek w klubie? Cholera! W klubie dla pełnoletnich! W porównaniu do innych jestem tutaj małolatą.
- Nie będziecie mieć przypadkiem problemów, że tutaj będę pracować? – Zapytałam, biorąc pod uwagę moje przemyślenia.
- Nie, raczej nie. – Odpowiedziała jedynie krótko, zupełnie nie podzielając moich obaw.
- Przecież jestem niepełnoletnia. To chyba…
- Nie przejmuj się tym Sakura. – Przerwała mi z małym uśmiechem. – Pracuje tu także Sasuke i parę jego znajomych. I jak dotąd wszystko jest okej. – Wzruszyła ramionami. – W ogóle znajdujemy się na zapleczu. Tutaj, jak chcesz, możesz się przebrać, czy cokolwiek innego. Na piętrze jest nasza „Loża Szyderców”. Masz przerwę, albo nie pracujesz akurat w dany dzień? Możesz bez problemowo się tam bawić. To taka nasza, prywatna strefa. – Szturchnęła mnie po przyjacielsku łokciem z ciepłym uśmiechem. Szłyśmy jeszcze drobny odcinek i Mai otworzyła przed nami drzwi. Nie zdążyłam przeczytać całej plakietki na nich, ale rzuciło mi się w oczy stwierdzenie „Pani i władczyni…”. Pokręciłam głową. Nie ważnie, jak kochana potrafi być. W równym stopniu jest podobna do swojego brata. Weszłyśmy do średniego pokoiku, którego ściany były błękitne, a pod lewą ścianą stała biała kanapa. Na niej i na podłodze było pełno porozrzucanych poduszek. Naprzeciwko było jasne biurko, a papiery na nim były ułożone w małe stosiki, po lewej i prawej stronie blatu.
- Możesz tutaj wchodzić kiedy chcesz, bez pytania. Nie krępuj się. To mój zakątek, gdy chce się oderwać od nienormalności tych wszystkich facetów. – Zaśmiała się. Jej głos brzmiał zaskakująco.. pozytywnie. Od tamtego pamiętnego dnia zawsze jej śmiech brzmiał z lekką nutą smutku. Nigdy nie potrafiła się jej pozbyć. Przyjrzałam się jej i dostrzegłam, że coś się zmieniło. Nie miała już tak zgarbionych pleców z żalu, jak kiedyś. Uśmiechała się częściej i jej oczy nie były już tak bardzo matowe. Zauważyła, że jej się przyglądam. Westchnęła ciężko.
- Przepraszam, ja…- Zawahałam się. Obydwie bardzo przywiązałyśmy się do siebie. Gdy potrzebowałyśmy tego, mogłyśmy zawsze szukać w sobie nawzajem pomocy. – Po prostu.. zdajesz się weselsza. – Tym razem jej wargi wygięły się w smutnym grymasie.
- Czasem udaje mi się podtrzymać wesoły nastrój. – Podniosła rękę i rozmasowała sobie lewy bark. – Nie mogę zaprzeczyć, że to dzięki tej hałastrze i głównie bratu. Sama praca też swoje robi. – Wzruszyła ramionami. – Nie ma niekiedy nawet czasu, by pomyśleć. – Zrobiła przerwę. – To nie tak, że zapomniałam. Chyba nigdy nie będę w stanie. – Zamknęła oczy, a ja chwyciłam ją za dłoń i mocno uścisnęłam. Odwzajemniła to i już z pewniejszym spojrzeniem, utkwiła wzrok we mnie. Przypomniała mi się rozmowa z Itachim, którą mieliśmy w samochodzie. Uważasz, że Takuji by pochwalał taką postawę w Tobie? Jego słowa odbiły się  w moim umyśle. Moje serce leciutko, ledwo wyczuwalnie skurczyło się w bólu. Chciałam być dzielna dla niego i musiałam być. Czułam uznanie dla Mai. Jej ból musiał przekraczać ten, który ja czułam. Straciła ukochanego mężczyznę, z którym dzieliła wspomnienia. I nie będzie w stanie już nigdy, odtworzyć ich na jawie. Mimo wszystko starała się iść dalej i podniosła głowę. Widząc ją taką, jak teraz, wiedziałam, że będzie w stanie być jeszcze wytrwalsza. Ta strata umocniła ją. Chciałabym wziąć z niej przykład. Zmarkotniałam, a moje myśli powędrowały w stronę, w którą nie powinny. Nigdy nie będę w stanie odnaleźć w sobie tej mocy. Nie ważne, jak mocno będę się starać i tak przy większym zwątpieniu, pokona mnie ono. Poczułam szarpnięcie i z zaskoczeniem zauważyłam, że rudowłosa przyciska mnie mocno do siebie. Nie zrozumiałam tego, dopóki nie poczułam łez na policzkach. Nie objęłam jej, natomiast lekko się odsunęłam i starłam wierzchem dłoni słone krople. Ona jednak mnie nie puściła i z zaciętym wyrazem twarzy patrzyła prosto na mnie.
- Nie możesz tak postępować. – Usłyszałam jej twardy głos, lecz zaraz złagodniał, widząc moją udręczoną twarz. – On był silny. Nigdy nie ugiął się, mimo, że walczył z gorszymi demonami niż my. – Zacisnęła ręce na moich ramionach. – Musimy brać z niego przykład. Chcesz być irytująco słaba? – Powtórzyła jego słowa, które często wypowiadał w moją stronę. Odczułam je, jak uderzenie w policzek – bardzo boleśne. Zadziałały jednak jeszcze w inny sposób: bardzo orzeźwiająco. Znów to robię. Ponownie się poddaję, gdy już prawie udało mi się przezwyciężyć tę słabość. Przymknęłam oczy, a gdy otworzyłam je, były zimne.
- Nie. – Odpowiedziałam, tak po prostu. Byłam zła na samą siebie, że nie potrafię sama dać sobie z tym rady. Mai ponownie mnie przytuliła, a ja tym razem odwzajemniłam jej uścisk.

Spędziłyśmy jeszcze parę minut w jej gabinecie, byśmy mogły ochłonąć trochę, po naszej rozmowie. Obydwie tego potrzebowałyśmy. Miałyśmy już wychodzić, gdy zauważyłam jak wyciąga coś z szuflady biurka. Będąc na korytarzu podała mi jedną z plakietek, po które wtedy sięgała. Była to mała, czerwona chmura z białym obramowaniem przyczepiana na agrafkę. Dopięła ją do swojej bluzki, polecając mi, bym zrobiła to samo ze swoją. Był to znaczek zaledwie dwa centymetry na jeden. Znak, że jesteś członkiem załogi Akatsuki. 
            Weszłyśmy ponownie na salę, a dziewczyna poinstruowała mnie, że będę pracować za barem razem z nią. Pokazała mi gdzie znajdują się kieliszki i wytłumaczyła, który jest odpowiedni do danego alkoholu. Na szczęście nie było tego dużo. Mimo, że jestem w stanie wiele zapamiętać, to gdyby ktokolwiek wymyśliłby większą ilość, jakiś durnych reguł – pozbyłabym się go bez wahania. UHA!
Rozmasowałam kark i spojrzałam na zegarek elektroniczny, ukryty pod blatem od strony barmana. Bardzo sprytna dogodność, bo cyferki w mroku odznaczają się widocznie. Choć nie trzeba się zastanawiać, która jest godzina. Była szesnasta, gdy do klubu weszła większa zgraja osób. Między innymi te, które znałam. Czyściłam szklanki do Whisky, a Mai układała nowe, pełne butelki trunków na półki, gdy po sali rozniosły się wysokie głosy i śmiechy. A raczej rechot Deidary i Hidana. Grupka widząc, że za ladą nie znajduje się tylko jedna dziewczyna, a dwie, przerwała swoje rozmowy i wpatrywała się we mnie z zainteresowaniem. Przynajmniej jej część, pomijając wtajemniczonych. Podeszło do nas sześć osób i zatrzymali się przed ladą. Niektórzy usiedli, a inni stanęli za nimi.
- Proszę, proszę. Co to za nowa, śliczna buźka? – Zapytał białowłosy mężczyzna, a gdy uśmiechnął się, jego zęby były nienaturalnie zaostrzone. Dodatkowo, w porównaniu do włosów Hidana, tamtego wydawały się wypłowiało-szare. Spojrzałam na niego obojętnie, nie reagując na komplement. Spostrzegłam, że pełno tutaj facetów, a natomiast panuje zdecydowany deficyt kobiet. Mai by mnie pochwaliła. Femme power, huh?
- To Sakura. – Przedstawiła mnie dziewczyna, nie przerywając tego co robi. Trójka mężczyzna mi się przedstawiła. Tylko oni, bo pozostałą resztę znałam. Na dodatek jednego, aż za bardzo. Ten, który pierwszy się do mnie odezwał, na imię miał Suigetsu. Potem był specyficzny facet, z chustą na szyi, która zasłaniała część jego ust – Kakuzu. Chwilę potem dowiedziałam się od rudej, że jest on odpowiedzialny za finanse Akatsuki. Nikt nie wchodził w dalsze szczegóły. Ostatni był, kolejny, rudowłosy mężczyzna zwany Juugo. Przez chwilę wpadła mi do głowy zabawna myśl, że niedługo zbiorą się tutaj wszyscy rudzi całego świata. W końcu to rzadki kolor włosów, prawda? Gawędziło się nam bardzo dobrze, pomijając nietaktowne wstawki Hidana do rozmowy, aż do momentu, gdy ktoś zabrał głos.
- Dobra, myślę, że już panna Haruno zanadto była w długo oczekiwanym centrum uwagi. Powinniśmy iść. – Nieprzyjemny komentarz dotarł do moich uszu. Nie spodziewałam się, że z jego strony spotkam się z aż tak dużą wrogością. Nie dałam po sobie jednak niczego poznać. Odłożyłam spokojnie szklankę na swoje miejsce i posłałam mu lodowate spojrzenie. Doczekałam się w odpowiedzi tego samego, ale jego usta dodatkowo wykrzywił kpiący uśmieszek. 
- Panna Haruno chciała by wtrącić, że nie była głównym tematem rozmów. – Odparłam spokojnie. – Ale chyba widzę, że ktoś tu ma kompleks, że takowym nie jest. – Odwróciłam się do niego plecami, aby odłożyć ścierkę na miejsce, z którego wcześniej ją zabrałam. Suigetsu, Hidan i Deidara w prowokującym okrzyku „Ou”, zaczęli się śmiać na moje stwierdzenie. Musiałam przyznać, że mi samej kącik ust lekko się uniósł. Gdy się odwróciłam, nie zmieniając wyrazu twarzy, usłyszałam jedynie jego lekceważące prychnięcie i oddalił się, w kierunku drzwi na zaplecze. Tą samą drogą, po dłuższej chwili, podążyli Suigetsu i Juugo. Kochany Sasuke, nigdy się nie zmieni. Pomyślałam.
Layout by Shayen