środa, 30 sierpnia 2017

Rozdział trzeci

A: No tak. Cała ja. Jak zawsze nie potrafię dotrzymać terminów.. Przepraszam. Uh. Postaram się naprawdę coś z tym zrobić. W ogóle.. coś się dzieje z akapitami. I nie mam w ogóle pojęcia, jak na to zaradzić.

                Tego samego wieczoru przekonałam się co to znaczy NAPRAWDĘ imprezować w klubie. Sama jednak nie tańczyłam, ani nie byłam bezpośrednio w to zamieszania. Była godzina dwudziesta pierwsza, a ja obserwowałam, jak roztańczone pary wirują na parkiecie. Sala była zapełniona po brzegi, a część alkoholi które uzupełniła Mai już się kończyły. Był czwartek, a ja byłam pełna podziwu dla osób, które przyszły tutaj trzeźwe, a wyjdą.. w dość specyficznym humorze i stanie. Oczywiście niejednokrotnie byłam w takim miejscu, namiętnie wyciągana przez Ino. Nie miałyśmy z Hinatą szans w tym starciu z blondynką. Dziewczyna była zawzięta tylko w trzech aspektach: zakupach, imprezach i facetach. Trzeba jednak jej przyznać, że zawsze dobierała odpowiednią porę na takie eskapady – na pewno nie w środku tygodnia, pamiętając naprawdę pouczającą lekcję. Nie byłam jednak w stanie myśleć za dużo o tym, bo co kilka sekund do baru podchodziły nowe osoby, z nowymi zamówieniami. Niektórzy zabierali to, po co przyszli i wracali na kanapy do znajomych, bądź wolni strzelcy zostawali i nieudolnie starali się nawiązać ze mną rozmowę. Dla tych mniej wstawionych byłam miła, natomiast reszta miała większego pecha. Rudowłosa poleciła mi, że lepiej jest nie zawiązywać bliższych kontaktów z pijanymi klientami. Jedno słowo za dużo, bądź nawet za mało mogło graniczyć z niechcianą sytuacją. Jak stwierdziła – nie było sensu szarpać sobie nerwów. Okazało się, że Suigetsu i Juugo robili tutaj za ochroniarzy. Nie byli oni oczywiście jedyni, lecz oni pilnowali spokoju przy wejściu. Nie każdy mógł wejść, jak później się dowiedziałam, do Akatsuki. Chętny musiał posiadać wejściówkę (wielokrotnego użytku), którą otrzymywało się w kredycie zaufania. Najpierw otrzymali ją pracownicy, a z tym pojedyncze karty dla innych. Oddali je znajomym, którym ufali. Potem samo się rozeszło. Przymykano oko na niektórych. Pomimo, że nie wpasowywali się w kategorie, to posiadali tę właśnie kartę i respektowali zasady. Nie było mowy jednak o niepełnoletnich. Tych od razu odsyłali z kwitkiem pomimo zaproszeń. Dlatego zaskoczeniem dla mnie było, że byłam traktowana tutaj z przywilejem, dodatkowo pracując w takim miejscu. Dostrzegałam parę dziwnych zachowań, ale nie bardziej, jak w podobnych klubach. Akatsuki było otwarte dopiero od godziny dwudziestej. Parę minut przed otwarciem weszło, ku mojemu zdziwieniu, wiele dziewczyn. Okazało się potem, ze są to kelnerki, które również roznosiły alkohole i przekąski, jeśli ktoś sobie takowe zażyczył. Przekonałam się, że jest to bardzo duże udogodnienie patrząc ile ludzi jest w lokalu. Gdybym miała obsłużyć każdego z osobna po tej godzinie - co tutaj spędziłam - byłabym wypompowana całkowicie. Parę razy wyłapałam w tłumie znajome twarze Deidary, Peina czy choćby Sasuke. Nie trwała jednak sekunda, a już znikali mi  z oczu. Westchnęłam przeciągle nalewając kolejnego drinka. Podając zamówienie, spojrzałam na zielonowłosą dziewczynę. Kojarzyłam ją gdzieś, ale nie miałam pojęcia skąd. Ona jednak skupiając wzrok na mnie, zacisnęła wargi i z aktem obrazy zabrała szklankę. Z wysoko uniesioną głową odeszła, a ja jedynie podniosłam brwi do góry. Zignorowałam zuchwałe zachowanie i przyjrzałam się przyjaciółce. Robiła właśnie jakieś skomplikowane, kolorowe drinki. Nie oszczędzając przy tym widowiskowych ruchów rękami. Podeszłam do niej bliżej i oparłam się łokciami o niższy blat, od strony barmanki. Z uśmiechem na ustach potrząsała w górze shaker do drinków, mieszając gwałtownie trunki. Rozlała je do połowy szklanki, a potem nalała do osobnego kieliszka innego alkoholu. Finalnie wlała go do wcześniej przygotowanej mieszanki, a kontrastujące ze sobą kolory niebieskiego i czerwonego efektownie się połączyły. Wrzuciła do tego po kostce lodu i podała dwa drinki dziewczynom na przeciwko siebie. Zanim odeszły spostrzegłam, że roztapiający się lód pozostawiał w alkoholu białą mgiełkę. Mai była świadoma mojej obecności, ale dopiero gdy tamte odeszły spojrzała na mnie z uśmiechem. Odwzajemniłam się jej tym samym.
                - Co to było? – Zapytałam ciekawa.
                - Mój specjał. „Krwawa laguna”. – Powiedziała i założyła swoje krótkie włosy za uszy. – Każda z barmanek i barmanów ma swój jeden, specjalny drink. Możesz go zamówić tylko u tej jednej osoby. – Posłała mi oczko. – Zainteresowana? – Zapytała widząc, że wpatruję się w nią intensywnie. Zaskoczyła mnie mile, bo jest to coś indywidualnego, co oddziela od siebie każdego pracownika za ladą. Na pewno spostrzegła błysk w moim oku, bo schyliła się do mnie i szepnęła mi parę słów na ucho.
                - Jutro, jeśli przyjdziesz wcześniej będziesz mogła poeksperymentować. – Zarzuciła mi rękę na talię i stuknęła się ze mną biodrem. – Nawet Ci znajdę ofiarę do skosztowania Twoich specjałów. – Zaśmiała się i puściła mnie odchodząc, by wyczyścić shaker. Spostrzegłam kolejną osobę, która podeszła do lady i westchnęłam cichutko. Czułam, że powoli zaczyna mi się to podobać. 
                Przed północą udało mi się wyrwać zza lady i pójść na piętro, aby zobaczyć w końcu ich ukochaną Lożę Szyderców. Mai mnie wygoniła z zadaniem odnalezienia Kisame i Hidana, aby mogli przejąć swoją zmianę. Tego pierwszego nie miałam jeszcze okazji poznać. Gdy pokonałam ostatni schodek, moim oczom ukazał się pokaźny parkiet na samym środku, dookoła poustawiane były czarne kanapy. Na ścianach były te same akcenty kolorystyczne, co na dole. To, co przykuwało wzrok było ogromną, neonową chmurą zawieszoną na ścianie naprzeciwko. Zawędrowałam wzrokiem do lewej strony, gdzie stał osobny, pokaźny bar. Zaraz niedaleko, na największej pufie siedziało pięć osób. Podchodząc do nich zwróciłam uwagę, że niektórzy popijali sobie co nieco. Znalazłam jedną moją zgubę: Hidana. Oprócz niego siedzieli tam również Sasuke, Itachi i Deidara. Ostatnim był granatowo-włosy mężczyzna, z czarnymi paciorkowatymi oczkami. Siedział zaraz obok starszego Uchihy. Stanęłam po prawej stronie Deidary, a pięć par oczu zwróciło się na mnie.
                - Hidan teraz Twoja zmiana na barze. Wiecie gdzie znajdę Kisame? – Podczas, gdy ja zadawałam pytanie, zboczeniec jedynie rozsiadł się wygodniej na kanapie i zarzucił ramie za oparcie. Z wrednym uśmieszkiem wpatrywał mi się w oczy. – Co?
                - Ja jestem Kisame. – Usłyszałam głos nieznanego mi mężczyzny. Wstał z zajmowanego miejsca koło Itachiego i podał mi rękę z przyjaznym uśmiechem.
                - Sakura. – Odwzajemniłam gest. On jeszcze machnął ręką w akcie pożegnania z kumplami i zaczął iść w kierunku schodów. Zwróciłam swój wzrok z powrotem na Hidana i widząc, że on nawet nie zamierza się ruszyć, skrzyżowałam ręce pod biustem. Zauważyłam jego poszerzający się uśmiech.
                - O tak maleńka. Eksponuj te cuda. – Oczy mu zabłyszczały, gdy już otwarcie wpatrywał się w mój biust. – Jaka to miseczka? C? D?
                - A co Cię to do cholery obchodzi. – Z grymasem gniewu zaczęłam się do niego zbliżać. – Posłuchaj mnie uważnie. – Powiedziałam już spokojniejszym głosem, który był wstanie wręcz zamrozić. Spostrzegłam kątem oka cień uśmiechu na twarzach Deidary i Itachiego. To sprawiło, że przez moment mi samej zachciało się zaśmiać, ale gdy znów skupiłam się w pełni na Hidanie, miałam ochotę wyrwać mu coś. – Jeżeli nie potrafisz się powstrzymać – proszę bardzo, gap się. Nie jeden z was na pewno widział o wiele większe i ładniejsze cycki. Ale zachowaj te swoje komentarze dla samego siebie. I mówię Ci to z dobrej woli, póki jeszcze jestem miła i Ci nie popsułam tej uroczej buźki. – Podparłam się pod boki. – A teraz z łaski swojej zapierdalaj na dół, bo Mai też ma ochotę zejść już. – Wbiłam w niego ponaglający wzrok. On widząc, że nie odpuszczę westchnął jedynie głęboko i z cwaniackim uśmieszkiem wstał z kanapy. Nie mówiąc ani słowa, ominął mnie z tym samym wyrazem twarzy. Odprowadziłam go wzrokiem, a gdy już jego biała głowa całkiem mi zniknęła odwróciłam się do chłopków z ciężkim westchnięciem.
                - Piwa, dajcie mi piwa. – Oni na moje słowa zaśmiali się. Chwilę potem Itachi wstał i podszedł do baru. Ja sama usiadłam na miejscu Kisame i oparłam się ciężko o oparcie, odchylając głowę do tyłu. Miałam nadzieje o choć trochę wytchnienia, ale jak zawsze los nie jest dla mnie miłościwy.
                - Nic się nie zmieniłaś. Dalej zrzędliwa o byle co. – Młodszy Uchiha nie mógł podarować sobie odrobiny uszczypliwości. Oczywiście, że nie. W końcu chodziło o mnie.
                - A Ty dalej wredny. Nie znudziło Ci się?
                - Jeżeli w ten sposób Ci uprzykrzę życie, to dlaczego mam zrezygnować? – Splótł palce przed sobą, na niskim stoliku i popatrzył mi zimno w oczy. Odwzajemniłam się tym samym.
                - Hola, hola. Spokojnie kociaki, bo się jeszcze zadrapiecie na śmierć. – Zaśmiał się nerwowo Deidara. W tym samym czasie wrócił Itachi z upragnionym piwem dla mnie. Postawił kufel na blacie, a sam usiadł obok mnie. Zamknięta między dwoma Uchiha. Genialnie. Mimo wszystko zwróciłam się przyjaźnie do długowłosego.
                - Dzięki wielkie. – Uśmiechnęłam się, a on w odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami i oparł się o siedzenie.
                - No popatrzcie, jak chcesz to potrafisz być miła. – Miałam pociągnąć już pierwszego łyka, gdy znów usłyszałam ten irytujący głos. Poczułam, jak głowa zaczyna mnie lekko boleć już od nadmiaru złości. Wcześniej Hidan, a teraz ten zarozumiały bufon.
                - Sasuke, przestań zachowywać się jak jakiś bachor. – Upomniał go brat z obojętną miną. Dostrzegłam na twarzy młodszego wyraz złości i zacisnęłam pięści. Miałam dosyć i jego ciągłych zaczepek.
                - Wyjaśnijmy sobie coś. – Zwróciłam się do niego, a w między czasie pociągnęłam spory łyk na odstresowanie. – To, że dałam Ci kosza nie znaczy, że masz na mnie siadać, gdy tylko się zobaczymy. – Pierwsza szpila. Dostrzegłam zdziwiony wzrok Deidary. – Dobrze nam było, dopóki nie zacząłeś się zachowywać, jak jakiś dupek. – Druga szpila. – Więc z łaski swojej rusz tę dupę do tych Twoich „poważnych obowiązków”, którymi się zawsze wymawiałeś albo zmień swoje zachowanie. – Trzecia szpila. – Bo nie zmierzam się siłować z Tobą za każdym razem. – Spojrzałam na niego ostatni raz i wychyliłam ponownie kufel i poczułam przyjemną goryczkę na języku. Zamknęłam oczy, a niekontrolowane wspomnienie wróciło do mnie.

- Sasuke! – Zawołałam wesoło widząc, jak brunet wyłania się zza zakrętu. – No na reszcie. Myślałam, że znowu nie przyjdziesz. – Podeszłam do niego, a on pochylił się nade mną i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Gdy otworzyłam oczy, zauważyłam jedynie jego obojętny wyraz twarzy i to, jak kieruje wzrok gdzieś w bok. Zmarszczyłam brwi. – Co jest znowu?
             - Prawdopodobnie to jest nasze ostatnie spotkanie, zanim będę musiał na dłuższy okres czasu zająć się moimi sprawami. – Wzruszył ramionami, a ręce schował w kieszeniach. Podparłam się pod boki i spojrzałam na niego poważnie.
                - Możesz mi powiedzieć co to są te „Twoje sprawy”? Już od paru miesięcy tak jest, że nie widzimy się prawie w ogóle. Jedynie to, co uda mi się gdzieś Cię przelotem złapać.
                - Nie Twoja sprawa. – Warknął na mnie i odwrócił się plecami, odchodząc w stronę centrum. We mnie się aż zagotowało. Każdy normalny facet, by wyjaśnił dlaczego nie jest w stanie spotykać się z nikim. Jeżeli nie podając powodu, to choć jakoś w spokojny sposób spróbować załagodzić sytuację, która jest. On natomiast zawsze odwraca się w tym momencie do mnie plecami i odchodzi. Niekiedy nawet rzuci coś uszczypliwie o moim wścibstwie. Nigdy nie porozmawiał spokojnie.
                Ruszyłam się z miejsca i pobiegłam za nim truchtem. Chwyciłam za jego silne ramię, którym tak wiele razy mnie otaczał opiekuńczo i szarpnęłam go do tyłu. Odwrócił się bokiem do mnie z okropnym grymasem.
                - Czego? – Warknął ponownie na mnie.
                - Czego? Czego? – Zapytałam z niedowierzaniem. – Powiedz ty mi ile my jesteśmy razem? – Zadałam mu pytanie, ten jednak nie odpowiedział. Wpatrywał się jedynie we mnie. – Dwa lata. Dwa lata za nami, a Ty nie jesteś w stanie powiedzieć mi od pół roku głupiego „nie martw się, jest okej”? Nikt Ci nie każe mi się spowiadać z każdej minuty Twojego czasu. Zawsze byliśmy jednak ze sobą szczerzy, a Ty… Zmieniłeś się. – Każde słowo przesyciłam bólem tych wszystkich dni bez niego i jego ciszy. Patrzyłam w jego oczy pełna nadziei, że może tym razem coś będzie inaczej. Ten jednak wyrwał się z mojego uścisku i ruszył dalej. Poczułam jedynie, jak moje serce mocno się kurczy z cierpienia.


- Jak zawsze potrafisz tylko narzekać, co Ci się nie podoba. – Usłyszałam, jak wstaje z kanapy i przechodzi Deidarze koło nóg. Nie powiedział nic więcej, tylko zniknął za drzwiami koło baru. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc, że już będę miała spokój. Otworzyłam oczy i spojrzałam po twarzach pozostałej dwójki. Itachi wpatrywał się zamyślony w drzwi, za którymi zniknął Sasuke, natomiast blondyn patrzył podejrzliwie w moim kierunku.
                - Hm? – Zagadnęłam do niego. – Kurcze, dobre to piwo. – Stwierdziłam po kolejnym łyku. Rozsiadłam się wygodnie, przesuwając w stronę wolnej przestrzeni na kanapie, którą zwolnił ten dzieciak.
                - Byłaś z Sasuke? – Widać było, że blondyneczka nie mogła się powtrzymać od zadania tego pytania. Mimo, że jego postawa wskazywała na obojętną. Siedział zrelaksowany z ręką na oparciu i okręcony bokiem do nas.
                - Byłam. – Wzruszyłam ramionami i spojrzałam zza niego. Dostrzegłam drobną postać Mai, która skończyła się wspinać po schodach i porównywała jakieś dwie kartki w swoich rękach. Podniosła wzrok do góry i widząc, że siedzimy tutaj w trójkę ruszyła w naszą stronę.
                - Że chciało Ci się użerać z takim gburem.
                - Był inny. Z resztą. Czy musimy o nim naprawdę rozmawiać? – Zapytałam lekko skrzywiona.
                - O kim? – Jeszcze jej brakowało do interesu. Pomyślałam i nie odezwałam się. Deidara widząc moją minę również zachował milczenie. Dziewczyna jedynie spojrzała na nas i wzruszyła ramionami. – Jak chcecie. Mam coś dla Ciebie Sakura. – Powiedziała i wyciągnęła w moją stronę jedną z dwóch kartek które trzymała. Odebrałam ją od niej. – To Twój grafik na ten miesiąc. Oczywiście jeśli masz ochotę tutaj zostać. – Powiedziała i usiadła Deidarze na kolanach. On zaskoczony chwycił ją za prawe biodro, aby nie spadła.
                - A Ty co? – To pytanie jednak zadał Itachi.
                - Nie chce mi się przeciskać do Sakury, a i tak zaraz uciekam. Musze jutro coś załatwić z rana. – Wzruszyła ramionami i usadziła się wygodniej na chłopaku, zupełnie ignorując jego niezadowolenie. Cała trójka pogrążyła się w przyjacielskiej rozmowie. Ja sama pogrążyłam się w myślach, patrząc na kolorowe światła dookoła. Widziałam jednak, jak Uchiha spoglądał na mnie od czasu do czasu.

Następnego dnia obudziłam się dopiero o jedenastej. Patrząc jednak, o której wróciliśmy do domu, to i tak było wcześnie. Przeciągnęłam się leżąc, a potem wpatrzyłam się w biały sufit. To, co lubiłam w tym pokoju to, to, że rano zawsze było w nim pełno światła. Z lekko zmrużonymi oczami dryfowałam na pograniczu zaśnięcia. W pewnej chwili jednak poczułam niepokój, a wydarzenia sprzed czasu w klubie wróciły do mnie. Wzdrygnęłam się, a wspomnienie uścisku sprawiło, że mój żołądek nieprzyjemnie się skurczył. Potrząsnęłam głową i z pochmurnym humorem wstałam z łóżka.
Schodząc na dół spostrzegłam, że jestem sama w tym wielkim domu. Macocha ze swoim partnerem musieli być już w pracy, a Dei na uczelni. Ziewnęłam przeciągle, nawet nie zawracając sobie głowy aby przykryć dłonią usta. Gdy otwierałam mleko i zalewałam sobie płatki, miałam w głowie istny zamęt. Nie wiedziałam od czego mam zacząć. Wczoraj dopiero wróciłam z Anglii. Będąc przy grobie coś widziałam. Coś czego nie jestem w stanie zidentyfikować (jestem, ale wmawiam sobie inaczej..). Potem spotykam brata mojego byłego i całą zgraję innych ludzi. Konfrontuje się ze zboczeńcem i wyżej wspomnianym eks. Pracuję przy barze. No, żyć nie umierać.
Wyszłam z domu półgodziny później i ruszyłam tą samą drogą co ostatnio. Powstrzymywałam się od skręcenia w każdą możliwą uliczkę, która wydłużyłaby moją wycieczkę o paręnaście minut. Mimo obaw chciałam dowiedzieć się konkretów. A odpowiedzi mogłam tylko znaleźć w jednym miejscu.
Przekraczając bramę cmentarza czułam się nijak. Po prostu szłam przed siebie mijając kolejne uliczki, kierując się w stronę jedynego, starego drzewa. Stanęłam parę kroków od grobu i zamknęłam oczy. Po otworzeniu od razu spojrzałam w stronę, gdzie to „coś” mnie złapało. Ze zdziwieniem podeszłam powoli i ukucnęłam, przy świeżo zakopanym dole. Było widać wyraźnie zarysowanie zniekształconego, podłużnego kształtu. Przetarłam dłonią po ziemi i odkryłam, że dół musiał być zakopany jakieś parę godzin temu, bo gleba była minimalnie wilgotna. Słońce zdążyło przez jakiś czas już ją wysuszyć, ale nie było wątpliwości. Zaczerpnęłam głęboko powietrza, przyciskając rękę do serca. Czułam jak pod powiekami zbierają mi się łzy. Spuściłam głowę w dół i pozwoliłam aby po policzkach staczał się mój ból. Nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. Po prostu kucałam, a włosy przysłaniały mi twarz. Może ktoś po prostu chciał coś zasadzić. Może ciągnął łopatę, zahaczył i chciał wyrównać ziemię. Cokolwiek!  Wmawiałam sobie. Przecież to, że ktoś tutaj coś wygrzebywał nie znaczy, że trzeba sobie wyobrażać nie wiadomo co. Bądź poważna Sakura. Poklepałam się po policzkach, ścierając łzy rękawem długiej bluzki, ukrytej pod skórzaną kurtką. Schowałam twarz w biały szalik i stałam jeszcze piętnaście minut przy nim, aby dotrzymać mu towarzystwa. Moje myśli nagle się uspokoiły.

               
Siedziałam ze krzyżowanymi nogami w fotelu i czytałam książkę, gdy po domu rozniósł się dźwięk dzwonka. Była godzina szesnasta, a ja dalej siedziałam sama. Starałam się wyjrzeć za okno z salonu na ganek, ale ciemna zasłona krzyżowała skutecznie moje plany. Wstałam ociężale i podeszłam do drzwi otwierając je. Nie dostrzegłam jednak nic poza długimi blond włosami, które nagle chciały mi wejść do gardła. Na szyi natomiast poczułam, jak ktoś uwiesza mi się i ściska bardzo mocno. Rozpoznając tę osobę zaśmiałam się szczęśliwa i odwzajemniłam uścisk. Otwierając oczy, widziałam przez blond pukle drugą dziewczynę o śnieżnym spojrzeniu. Ona również się uśmiechała.
                - Ty mała perfidna żmijo! Co się nie odzywasz, że wróciłaś! – Usłyszałam, krzyk zaraz przy uchu i minimalnie się skrzywiłam. – Niby przyjaciółka. Pfy.
                - Też się cieszę, że Cię widzę Ino. – Uśmiechnęłam się do niej szeroko, gdy odsunęła się ode mnie. Odwzajemniła gest, a ja w między czasie wyciągnęłam ręce i pociągnęłam Hinatę w moje objęcia.
                - Cześć Sakura. – Powiedziała granato-włosa i szturchnęła mnie lekko w ramie po przyjacielsku, gdy się odsunęła.
                - Wchodźcie. – Wpuściłam je do domu i spostrzegłam w międzyczasie, że mają na sobie jeszcze mundurki, co znaczyło, że przyszły do mnie zaraz po szkole.
                Weszłyśmy na górę do mojego pokoju. Dziewczyny rzuciły torby koło drzwi, a ja usiadłam na łóżku. Zaraz obok mnie rzuciła się Ino, leżąc na brzuchu, natomiast Hyuga usiadła po turecku na puchatym, białym dywanie.
                - A teraz spowiadaj się: dlaczego nie dałaś znaku życia. – Blondynka spojrzała na mnie spod przymrużonych powiek, a ja wzruszyłam ramionami z uśmiechem.
                - Mój powrót do Japonii to była w sumie spontaniczna decyzja. Wczoraj dopiero przyleciałam.
                - I już zdążyłaś się natknąć na Sasuke. – Spostrzegła Hinata, podpierając się rękoma za plecami. Przyjrzałam się jej dokładnie i spostrzegłam, że zmieniła się nieco z wyglądu. Włosy sięgały jej teraz pasa, a oczy jeszcze bardziej rozjaśniały, jak by to było możliwe. W międzyczasie blondynka prychnęła, dzięki czemu mogłam się i jej przypatrzeć. Ona jednak dalej pozostawała starą, znajomą Ino.
                - Niestety. – Westchnęłam ostatecznie i położyłam się zaraz obok przyjaciółki na łóżku. – Dodatkowo poznałam jego brata i ogrom nowych ludzi, dzięki Deidarze.
                - Poznałaś Itachiego? – Ino pisnęła. Spojrzałam na nią z ukosa. – Oh! W końcu ktoś, kto będzie wiedział nad czym się zachwycam. Ciałko ma idealne. – Zaśmiała się w głos.
                - Ino, przestań. – Zawtórowała jej Hinata.
                - Hej, zaraz. To wy go znacie? – Zapytałam lekko zbita z tropu.
                - Poznałyśmy go jakiś miesiąc temu w tym klubie Ichigo. Siedział tam z paroma kumplami i tak przypadkiem Ino na niego wleciała. – Przy słowie przypadkiem zakreśliła charakterystyczny cudzysłów w powietrzu.
                - Och, no bez przesady Hin. Nudziło mi się i wiesz jak to ja. – Wzruszyła ramionami i zwiesiła ramiona w dół łóżka, ku podłodze. – Po prostu jako jedyny nie korzystał z tego, że jest w barze i chciałam go zaczepić. Potem dopiero dowiedziałyśmy się, że jest Uchiha.
                - A Ty jak go poznałaś? – Zapytała Hinata.
                - Wczoraj Deidara wymyślił, że zabierze mnie do znajomych, do ich klubu. Potem się okazało, że to Klub Mei i jej brata. – Wyciągnęłam ręce przed siebie, wyciągając je lekko. – Nie miał on swojego samochodu, to Itachi nas zgarnął i pojechaliśmy.
                - Do ich klubu? – Zapytała zaciekawiona blondynka. – To Ichigo?
                - Nie; Akatsuki. I dostałam tam prace. – Powiedziałam obojętnie. Zaraz potem usłyszałam lekki huk, gdy Ino spadła z łóżka i przewróciła się na bok, rozmasowując plecy.
                - Co takiego? – Zapytała po chwili. – Akatsuki?! – Krzyknęła podekscytowana i stanęła na kolanach przede mną, przez co musiałam podnieść się na łokciach, by nie mieć jej brzucha przyciśniętego do głowy. – Zabierz nas tam! – Chwyciła mnie za barki, a ja wychyliłam się zza jej pleców po ratunek do drugiej przyjaciółki. Ona jednak również wydawała się byś zainteresowana tym, co zaproponowała blondynka. Zacisnęła nieznacznie mocniej dłonie, a ja, ostatecznie widząc jej wzrok, zaśmiałam się głośno i szturchnęłam ją w brzuch.
                - Dobrze, już dobrze. Kiedy chcecie?
                - Dzisiaj? – Powiedziała z błyskiem w oku, ku naszemu zdziwieniu, Hinata.
                - Oho, komuś się udziela. – Ino podparła się pod boki i posłała chytry uśmiech do niej. Wstałam z łóżka i podeszłam do biurka sprawdzić, kiedy jeszcze mam zmiany. Nie patrzyłam jeszcze na tę kartkę, ale widząc rozpiskę w myślach dziękowałam Mai, że nie dała mi prawie żadnych zmian w tygodniu. Tylko w jeden wtorek się coś nawinęło. Głównie miałam być z nią w weekendy i piątki.
                - Jak chcecie, to ewentualnie możemy jeszcze w sobotę, albo niedzielę. Bo mam..
                - Możemy i dzisiaj, i jutro! – rozweselona Ino ponownie rzuciła się na łóżko.
                - Jak dziecko… - Skomentowała Hinata i nie mogłam się z nią nie zgodzić.

                Dziewczyny poszły po siedemnastej chcąc się przygotować, a gdy ja ledwo zdążyłam założyć, jakąś lepszą bluzkę, Deidara zapukał do mojego pokoju.
                - Whooops! – Powiedział, zasłaniając oczy, gdy wszedł i spostrzegł, że trzymam materiał za kraniec.
                - Spokojnie. Nie będę się rozbierać, jak już wszedłeś. Co jest? – Zapytałam przekrzywiając głowę. Musiałam go rozśmieszyć, bo na jego ustach zawitał cień uśmiechu.
                - Zejdź za dziesięć minut. To pojedziemy razem do klubu, bo podejrzewam, że czterdziestominutowy spacer Cię raczej nie zachwyci.
                - Okej. Dzięki. – Uśmiechnęłam się do niego, a za chwile drzwi do mojej sypialni się zamknęły. Westchnęłam cicho. Czułam się nieswojo. W głowie miałam, raz na jakiś czas, obraz tego zasypanego dołu. Widziałam dłoń.. czułam ją. Potem widzę w tym samym miejscu coś takiego, zaraz na następny dzień. Przerażające, dziwne.. śmieszne. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Zagłuszałam te wspomnienia, przy każdej okazji, ale nie zawsze skutecznie. Podniosłam głowę i chwyciłam długie, czarne spodnie. Były bardzo dobrze dopasowane, dzięki czemu moja bluzka, w tym samym kolorze, bardzo dobrze się prezentowała. Głęboki dekolt był nieznacznie zakryty cienkimi paskami, które przecinały się w paru miejscach. Umalowałam się szybko, by nie wyglądać przy Ino i Hinacie, jak kocmołuch i chwytając telefon zeszłam na dół. Tak, odwracanie własnej uwagi dobrze mi wychodziło. 
Layout by Shayen